be awake! site of seeker for seekers

Posts tagged “wojna

a war in a peacetime

Odwieczne nawoływanie do pokoju, miłości i tolerancji po dzisiejszy dzień spotyka się z ignorancją. Wewnętrzna potrzeba konfliktu, pcha ludzi, w ręce błędnej idei, zgubnej agresji. Najbardziej szkoda tych młodych. Mają wielkie szczęście życia w czasie pokoju i nie doceniają tego. Potrzebują wojny.

Czwartek szóstego stycznia, piąta rano, Poddębice pod Łodzią. Trzystu pseudokibiców Widzewa i ŁKSu obecnych na ustawce. W tłumie panuje napięcie przed zadaniem pierwszego ciosu lecz nie towarzyszy mu skupienie ani refleksja. Przygotowanie to bitwy, to kastet w kieszeni. Nie będzie to bój o słuszna sprawę, o ideę wolności, o ochronę życia najbliższych. To starcie sił, próba zniszczenia przeciwnika dla chwały powalenia go na kolana. Upojeni alkoholem, pobudzeni narkotykami (nie wszyscy; są tam i tacy, którzy naprawdę wierzą w swoją misję), ruszają jak zwierzęta, z dzikim okrzykiem obecnym w najgorszych momentach ludzkości. Starcie nie trwa długo. Po piętnastu minutach pojawia się na miejscu policja. Tłum ucieka. Został tylko jeden człowiek. Pośrodku pola leży dwudziestoczteroletni chłopak. Policjanci stwierdzają, że nie żyje.

Był kibicem Widzewa, więc jego bracia krwi dokonają w najbliższym czasie aktu zemsty. Niech tylko wyleczą złamane ręce, przestawione nosy i szczęki. Niech tylko wiatr pokryje piaskiem porozrzucane po polu zęby. Wojna wymaga ofiar — wszyscy o tym wiedzą.

Tego samego dnia o godzinie osiemnastej wracam z Aleksandrowa do Łodzi. Do autobusu wbiegają trzej chłopcy: dwóch z nich ma około dwudziestu lat, trzeci — nie więcej jak dwadzieścia osiem. Kibicują ŁKSowi. W eterze unoszą się przekleństwa pod adresem „żydzewa”.

Chłopcy biegają w autobusie krzycząc, uderzając pięściami w szyby. Zaczepiają ludzi pytaniem: „za kim jesteś?”. Wszyscy się boją. Naprzeciwko mnie siedzi starsze małżeństwo i młoda para z niemowlaczkiem, które ojciec przytula do piersi. Autobus staje, kierowca wyprasza awanturników. Oni reagują agresją, każą mu jechać. Jeden z nich próbuje kopnąć kierowcę, na szczęście źle wymierza odległość. Cios nie dosięga ofiary. Młodzi kibice, przestraszeni wezwaniem policji, w końcu wysiadają. Najstarszy z nich zostaje — zakłada kastet i stojąc w otwartych drzwiach, uderza w jedno ze szklanych skrzydeł. Szyba ustępuje. Chłopak siedzący obok, strzepuje kaptura odłamki. Zbieram się do wyjścia, kiedy cios otrzymuje kolejne skrzydło, umiejscowione tuż przede mną. Po raz drugi szkło ustępuje. Gdyby nie druga szyba, oddzielająca mnie od drzwi, wypłukiwałabym sobie z oczu kawałki szkła. Wysiadamy. Ja i T., starsze małżeństwo i młoda para z dzieciątkiem. Jestem roztrzęsiona — bierzemy taksówkę do domu.